Opublikowano:

Polecam swój dłuższy…

Polecam swój dłuższy komentarz

Więcej wpisów możesz na bieżąco śledzić na profilu na facebooku – Frontem do Syrii BEZPOŚREDNI LINK

ZABÓJSTWO GENERAŁA, KTÓRY POKONAŁ PAŃSTWO ISLAMSKIE NA POLECENIE PREZYDENTA TRUMPA. CZY TO KONIEC USA NA BLISKIM WSCHODZIE?

Zachęcam do przeczytania obiecanego tekstu, uwaga bardzo długo.

Quassem Suleimani był kimś więcej niż tylko generałem lub dowódcą wojskowym, był ostatecznym symbolem potęgi Iranu, siły i wpływów na Bliskim Wschodzie.

Jak już zapewne większość czytających wie, wszak nawet polskie media rozpisują się o tym, w nocnym ataku bombowym z 2 na 3 stycznia przeprowadzonym przez Stany Zjednoczone na lotnisko w Bagdadzie zginął dowódca oddziałów al-Quds irańskich Strażników Rewolucji gen. Quassem Suleimani oraz szereg innych osób.

Nocnym samolotem linii Cham Wings z Damaszku (Syria) do Bagdadu (Irak) przyleciał gen. Suleimani w asyście trzech ochroniarzy. Na lotnisku spotkali się z grupą iracką na czele której stał Abu Mahdi Al-Muhandis (zastępca lidera PMU – sojuszu ponad 40 szyickich milicji w Iraku zjednoczonych w 2014 roku do walki z Państwem Islamskim) oraz Muhammad Ridha Al-Jibburi (jeden z liderów PMU i łącznik tej organizacji z Iranem). Grupa odjechała dwoma samochodami z lotniska w kierunku Bagdadu i wtedy została zbombardowana, nikt nie ocalał. Komentatorzy zastanawiają się, czy atak ten mógł odbyć się bez wiedzy rządzonych w Iraku. Owszem mógł, a dzisiejsza sesja itackiego parlamentu tylko to potwierdza. Mało pisze się na temat samej możliwości przeprowadzenia takiego ataku ze strony USA. Suleimani był osobą działającą w cieniu, o jego podróżach wiedziała bardzo wąska grupa wtajemniczonych. Wysoce prawdopodobne jest więc, że wśród jego otoczenia działał szpieg. Takie zresztą są podejrzenia Syrii, w której przesłuchano około 40 osób próbując ustalić w jaki sposób Amerykanie dowiedzieli się o spotkaniu w Bagdadzie. Jest to jednak temat na inny wpis, więc dziś nie będziemy się temu zagadnieniu bliżej przyglądać.

Kim był gen. Quassem Suleimani?

Trzeba przede wszystkim napisać kilka słów o tym kim był zabity gen. Suleimani. Można go określić jako trzecią, a może nawet drugą (przed prezydentem, przed nim był tylko Ajatollah Ali Chamenei) osobę w Iranie. Był twórcą i kreatorem irańskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Gen. Suleimani był postacią wybitną, postacią symbolem. Był jednostką rangi historycznej, taką która rodzi się niezwykle rzadko i swoimi indywidualnymi działaniami zmienia status quo, światową politykę oraz pozycję swojego narodu. To on zbudował sieć zależnych od Iranu sił na całym Bliskim Wschodzie – w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie. Suleimani był jedną z najbardziej wpływowych osób na Bliskim Wschodzie. Był weteranem wojny z Irakiem (1980-1988), konfliktu całkowicie zapomnianego, a krwawego niczym największe batalie I Wojny Światowej w Europie Zachodniej. To w czasie tego konfliktu Suleimani osiągał pierwsze sukcesy, budował swoją pozycję i zdobywał cenne doświadczenie. Generał Suleimani osobiście odpowiadał za większość irańskich zwycięstw na arenie polityki międzynarodowej, szczególnie bliskowschodniej. Miał czynny udział w unicestwieniu (mimo że tymczasowym) reżimu Talibów w Afganistanie, gdy w czasie amerykańskiej inwazji na to państwo współpracował z Waszyngtonem. Po obaleniu i późniejszej śmierci Saddama Husajna i de facto upadku państwowości w Iraku to Suleimani odpowiadał za powstanie z kolan tamtejszych Szyitów, którzy zjednoczeni rozpoczęli partyzancką walkę, a później odbudowali kraj. Jednocześnie to dzięki Suleimaniemu Irak wszedł w orbitę irańskich wpływów.

Po wybuchu zbrojnego konfliktu w Syrii, który zaczął przybierać niekorzystny obrót dla rządzącego państwem prezydenta Bashara al-Assada, Suleimani osobiście przejął dowodzenie na frontach w Syrii w najbardziej krytycznym momencie dla sił wiernych prezydentowi Assadowi. To dzięki jego umiejętnościom taktycznym i strategicznym wojska syryjskie i ich sojusznicy odwrócili złą passę i przeszli do ofensywy, która trwa do dziś. Suleimani odpowiada za utworzenie w Syrii drugiej armii (obok nominalnej), czyli Narodowych Sił Obronnych (NDF), które umożliwiły Syrii przetrwanie. Podobnie było w sąsiednim Iraku. Wraz z powstaniem ISIS – później Państwa Islamskiego i jego ofensywy w Iraku, która zakończyła się zdobyciem przez dżihadystów niemal połowy kraju, w 2014 roku zagrożona została stolica Iraku – Bagdad. Irackie wojska w panice uciekały pozostawiając bez walki kolejne miasta. Bagdad niemal upadł, pozostawał właściwie niebroniony. I wnet by upadł, ale do Iraku przybył gen. Suleimani, który naprędce stworzył sojusz szyickich milicji w oparciu o które zorganizował obronę miasta (PMU). Następnie te same milicje przeprowadziły szeroką ofensywę doprowadzając do wyzwolenia zachodniego Iraku.

Każda większa ofensywa w Syrii (przeciw rebeliantom, czy Państwu Islamskiemu), czy w Iraku (wymierzona w Państwo Islamskie – IS) odbywała się z błogosławieństwem i udziałem Suleimaniego. Znaleźć można jego zdjęcia z każdego frontu – spod Aleppo, Palmiry, Deir ez Zor w Syrii, czy spod Baiji, Mosulu w Iraku. Dla walczących z dżihadystami był żywą legendą, która gwarantowała zwycięstwo. Interwencja Stanów Zjednoczonych oczywiście przyspieszyła upadek IS w Iraku, ale decydujące znaczenie miało pospolite ruszenie bojówek szyickich lojalnych wobec Suleimaniego. Tajemnicą poliszynela jest, że to gen. Suleimani zachęcił Rosjan do interwencji w Syrii i zbrojnym opowiedzeniu się po stronie prezydenta Assada. Oczywiście działania Suleimaniego doprowadziły do wzrostu pozycji i znaczenia Iranu na Bliskim Wschodzie i do odrodzenia szyickiego półksiężyca (sojusz Iranu, Iraku, Syrii i Libanu-Hezbollahu) lub jak określają go inni osi oporu (wobec Izraela, Stanów Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej).

Jednocześnie gen. Suleimani aktywnie działał na polu rozwoju irańskich możliwości militarnych. Był twórcą jednostki al-Quds (pol. Jerozolima), elity elit w irańskim Korpusie Strażników Rewolucji. Quds odpowiadała za wszelkie operacje IRGC poza granicami Iranu. W Iranie miał pozycję bohatera, niemal mitycznego herosa, był ikoną oporu przeciw Stanom Zjednoczonym. Był uwielbiamy przez Irańczyków, gdyż kojarzył im się, słusznie zresztą, z pasmem sukcesów irańskich na Bliskim Wschodzie w asymetrycznych konfliktach z Izraelem, Stanami Zjednoczonymi, czy Arabią Saudyjską. Suleimani przywracał Irańczykom wiarę w potęgę tak silnego w przeszłości Iranu (Persji). Dzięki swojej niezwykłej charyzmie i umiejętnościom wojskowym zyskał podziw całego narodu. Jego pozycja była tak silna, że wśród komentatorów był typowany nawet na przyszłego kandydata na prezydenta Iranu z ogromnymi szansami na sukces wyborczy. Jego ranga pozwalała mu współpracować i osiągać konsensus ze wszystkimi frakcjami irańskiej sceny politycznej. Jego zdanie było często decydujące, a zakulisowe decyzje były podejmowane przy jego udziale. Przy tym wszystkim Suleimani był osobą niezwykle skromną, gardzącą wręcz zbytkiem i jakimkolwiek dobrem materialnym. Był osobą ogromnej wiary i wielkim irańskim patriotą. Swojemu narodowi i wierze poświęcił zresztą swoje życie.

O dokonaniach Suleimaniego można pisać wiele, ale wielu powie, że cóż one oznaczają skoro realizował narodowe cele irańskiej polityki zagranicznej. Owszem to prawda, ale zasługi Suleimaniego są szersze niż osiągnięcia państwa irańskiego. Suleimani swoimi działaniami, które były zresztą zamierzone i absolutnie nie cyniczne doprowadził do, wymieniając tylko te naprawdę najważniejsze, dwóch sukcesów, które z naszej perspektywy również należy uznać za osiągnięcia ogromnej rangi. Po pierwsze Suleimani położył wielki nacisk na ochronę chrześcijan w Syrii i Iraku. Dozbrajał chrześcijański milicje, doprowadzał do ochrony miejsc kultu. Dzięki jego działaniom tysiące syryjskich i irackich chrześcijan uniknęło śmierci, prześladowań, niewoli, czy wymuszonej konwersji na Islam. Drugim efektem polityki Suleimaniego na Bliskim Wschodzie było ograniczenie exodusu imigrantów/uchodźców. Armie syryjska i iracka oraz szereg szyickich milicji dowodzonych lub co najmniej lojalnych wobec Suleimaniego wyzwoliły ogromne obszary swoich państw umożliwiając powrót do domów dziesiątek jeżeli nie setek tysięcy uciekinierów przed wojną. Tam gdzie inne państwa destabilizowały region Bliskiego Wschodu działania Iranu, a więc działania gen. Suleimaniego można uznać za stabilizujące. Przejawem tego typu działań było uchronienie Syrii przed widmem państwa upadłego poprzez wsparcie prezydenta Assada, czy odbudowa Iraku, który jak wspomniano przerodził się w państwo niestabilne. Pamiętajmy również, że Suleimani bezpośrednio odpowiada za pokonanie Państwa Islamskiego, upadek tego parapaństwa na terenie Syrii i Iraku i śmierć tysięcy wahabickich terrorystów, którzy równie dobrze mogliby dziś dokonywać zamachów w Paryżu, Berlinie, Londynie. W takim stanie rzeczy Suleimaniego, patrząc z pozycji Europejczyka uznać należy za postać pozytywną, korzystnie wpływającą na stabilizację Bliskiego Wschodu, a w dalszej perspektywie na bezpieczeństwo państw europejskich.

Do czego więc doprowadził Donald Trump swoją decyzją?

Wielu komentatorów starało się szukać logicznych uzasadnień tej decyzji, próbuje się budować koncepcje według, których zabójstwo Suleimaniego jest tylko elementem szerszej gry geopolitycznej amerykańskiego prezydenta. Wszystkie te koncepcje opierają się jednak na założeniu, że Donald Trump działa w sposób logiczny i przemyślany, a moim zdaniem, obserwując jego działania z ostatnich lat, jego nagłe zmiany zdania, czy choćby jego politykę twitterową, takie podejście jest błędne. Donald Trump wymyka się takim schematom, bo działa pod wpływem impulsów i emocji. Nie chcę mówić, że amerykański prezydent jest szalony, ale podejmowane przez niego działania nie potwierdzają raczej chłodnego prowadzenia polityki międzynarodowej. Bądźmy świadomi tego, co się wydarzyło. Amerykański prezydent wydał rozkaz zabicia jednego z głównodowodzących armią państwa, z którym Stany Zjednoczone nie są w stanie wojny. Donald Trump działał więc ponownie pod wpływem emocji i bez zastanowienia, albo co równie przerażające podjął taką decyzję w celu cynicznego grania na emocjach amerykanów w związku ze zbliżającymi się wyborami. Tyle że Trump może się przeliczyć.

Tą jedną decyzją Stany Zjednoczone mogą utracić budowaną od dekad pozycję na Bliskim Wschodzie. Przede wszystkim zrujnował stosunki z Irakiem (te z Iranem gorsze już nie będą) dokonując zabójstwa Suleimaniego na terenie Iraku. Był więc to atak zbrojny na sojusznicze (sic!) wobec USA państwo, w którym zresztą poza Suleimanim zginął również zastępca dowódcy PMU Abu Mahdi al-Muhandis będący irackim parlamentarzystą. PMU stanowią od jakiegoś czasu integralną część irackiej armii, a więc zabójstwo wiceszefa tej grupy jest zabójstwem jednego z wysokich dowódców irackiej armii. Trump nie wypowiedział więc wojny tylko Iranowi, ale również (przypominam, sojuszniczemu podobno) Irakowi. Fakt ten wykorzystuje proirańska i druga najsilniejsza w Iraku partia, Fatah, która domaga się wyrzucenia amerykańskich wojsk z Iraku. Dziś iracki parlament podejmie decyzję o wypowiedzeniu USA umowy, na podstawie której amerykańscy żołnierze mogą przebywać w Iraku. Do przegłosowania ustawy potrzeba 165 z 239 głosów. Według aktualnych informacji swój głos „za” zapowiedziało 170 parlamentarzystów, wiec ustawa prawdopodobnie przejdzie mimo bojkotu ze strony ugrupowań sunnickich i kurdyjskich. W tej sytuacji Stany Zjednoczone będą zmuszone do ewakuacji swojego kontyngentu z Iraku.

(AKTUALIZACJA: Iracki parlament przegłosował ustawę, gdy przejdzie ona proces legislacyjny będzie stanowić wiążące prawo. Amerykańskie wojska będą miały rok na pełne opuszczenie terenu Iraku. Na mocy ustawy zamknięto również przestrzeń morską i powietrzną dla obcych wojsk (wymierzone jest to oczywiście głównie w Stany Zjednoczone)

Bez stałych baz w Iraku nie będą zaś w stanie skutecznie oddziaływać na Syrię toteż i tam stracą swoje wpływy. Podobnie będzie z irackim Kurdystanem, bez stałej obecności w Iraku amerykanie nie będą w sanie skutecznie zaopatrywać swoich baz. W tej sytuacji Prezydent irackiego Kurdystanu Barzani prawdopodobnie jeszcze bardziej zbliży się z Erdoganem.

Działania Trumpa nie mają precedensu. Owszem nawet w najnowszej historii państwa podejmowały się zabójstw liderów politycznych, czy wojskowych innych państw lub ruchów polityczno-zbrojnych. Przodowały w tym Izrael, Rosja, czy USA, ale do tego momentu żadne państwo nie mordowało jawnie postaci tego znaczenia co Suleimani chwaląc się tym na wszystkie strony. Tym bardziej, że owszem Suleimani był jednostką wybitną, ale był tylko jednostką i szybko został zastąpiony, być może nie przez osobę o tak znacznych umiejętnościach, ale o tym się dopiero przekonamy (następcą Suleimaniego została jego prawa ręka i od ponad 20 lat zastępca Ismail Ghani, również weteran wojny iracko-irańskich, więc wątpliwe by prowadził ona inną politykę niż swój zabity poprzednik). Iran zyskał męczennika, zyskał mit wokół którego będzie kreował swoją politykę wewnętrzną i zagraniczną. Stany Zjednoczone straciły bardzo wiele, a moim zdaniem nie zyskały nic.

Jeszcze kilka dni i tygodni temu przez irackie miasta przechodziły ogromne antyirańskie manifestacje Szyitów. Dziś przywódcy sceptycznie lub nawet wrogo nastawionych do Iranu ugrupować politycznych, czy iraccy przywódcy religijny symbolicznie sytuują się po stronie Iranu. Znamienne, że jedną z osób, która jako pierwsza jawnie wystąpiła po stronie Iranu jest iracki przywódca duchowny Muktada as Sadr (przewodzący ruchowi Sadrystrów, Szyita ale o nastawieniu antyirańskim), który reaktywował wierne mu siły zbrojne – Armię Mahdiego. Podobnie na polu polityki wewnętrznej śmierć Suleimaniego tylko wzmocni Iran, który borykał się z ogromnymi problemami gospodarczymi wywołanymi przez sankcje oraz rosnącym niezadowoleniem wobec władz, które przeradzało się w coraz liczniejsze manifestacje. Dziś wszyscy Irańczycy zgromadzili się wokół Ajatollaha i swoich przywódców. W manifestacjach mających na celu uczczenie gen. Suleimaniego w wielu miastach Iranu wzięły udział setki tysięcy jeżeli nie miliony osób. Najpopularniejszym skandowanym hasłem było „Śmierć Ameryce”. Z tym samym hasłem wystąpili dziś również irańscy parlamentarzyści w czasie sesji nadzwyczajnej. W pochodzie pożegnalnym w mieście Ahwaz wzięło udział kilkaset (sic!) tysięcy Irańczyków. Śmierć ukochanego generała tylko zbliży ich do państwa, a jakkolwiek próba skierowania narodu irańskiego przeciw swojej ojczyźnie, o czym amerykanie od dawna marzyli, jest teraz mrzonką.

Co więc zrobi Teheran?

Iran z pewnością będzie musiał zbrojnie odpowiedzieć na zabójstwo jednego ze swoich liderów, ale nie zrobi tego pochopnie, nagle i bez kalkulacji. Państwo Ajatollahów prowadzi bardzo sprawną, przemyślaną i racjonalną politykę zagraniczną. Gdyby można określić jednym słowem działania irańskich decydentów byłby to pragmatyzm (coś czego brakuje Donaldowi Trumpowi). Niemożliwe jest więc by zniszczyli swoją przez lata budowaną pozycję wywołanym emocjami atakiem na USA. O tym zapomnijmy, a medialne straszenie wybuchem III Wojny Światowej rzecz jasna należy włożyć tam gdzie ich miejsce, między literaturę political-fiction.

Iran jednak musi odpowiedzieć i z pewnością odpowie, ale nie poprzez swoją armię. Teheran nie będzie ryzykował otwartego konfliktu z Waszyngtonem, który zresztą też go nie chce. Wojny takiej żadna ze stron nie mogłaby wygrać, a koszty finansowe byłyby destrukcyjne dla amerykańskiego budżetu. W takiej sytuacji Iran wykorzysta lojalne wobec siebie i lojalne wobec nieżyjącego Suleimaniego organizacje zbrojne w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie i szeregu innych państw. Zagrożone będą amerykańskie placówki dyplomatyczne, bazy wojskowe, czy przedsiębiorstwa, ale również państwa sojusznicze wobec USA w regionie – szczególnie Arabia Saudyjska (można się spodziewać ataków Huti na instalacje roponośne Arabii Saudyjskiej). Stany Zjednoczone nie będą w stanie skutecznie udaremnić wszystkich ataków, więc oczywistym jest, że amerykańscy obywatele poniosą śmierć. Może to uruchomić spiralę przemocy, a zapowiedzi Donalda Trumpa, że amerykańska armia (oczywiście najlepsza, najsilniejsza i najbardziej amerykańska) w razie śmierci amerykańskiego obywatela zniszczy 52 cele na terenie Iranu, wśród których są dobra kultury trzeba uznać za przerażające. Byłyby to działania o charakterze zbrodni wojennej sprzeczne z międzynarodowymi konwencjami i prawem wojennym. To tylko kolejny przykład tego w jaki sposób Trump prowadzi swoją politykę i tego czy prowadzi ją w sposób chłodny i racjonalny.

Co powinna zrobić Polska?

Na sam koniec pozostawiam temat nam najbliższy, gdzie winna sytuować się w tej sytuacji Polska. Jesteśmy oczywiście sojusznikiem USA i niemożliwe jest abyśmy tę sytuację zmienili. W moim przekonaniu polski rząd powinien działać pragmatycznie. Nadzieje moje są płonne, gdyż obecny, jak i każdy poprzedni, rząd z wyjątkową starannością realizują interesy amerykańskie. Rząd polski zdążył się już zresztą opowiedzieć po stronie antyirańskiej organizując w Warszawie niesławny szczyt wymierzony w Teheran. Powinniśmy jednak prowadzić swoją politykę na tyle rozsądnie aby nie dać się wciągnąć w ewentualny konflikt zbrojny na linii Iran-USA. Nawet jeżeli by on nie nastąpił, jak wspomniałem jest to mało prawdopodobne, polscy obywatele są już teraz zagrożeni. Dotyczy to szczególnie polskich żołnierzy wykonujących misję w Iraku. Dzielą oni bazy z żołnierzami Stanów Zjednoczonych, a ci, to już wielce prawdopodobne, w najbliższym czasie staną się celem ataków ze strony PMU. W tej sytuacji uzasadnione są wezwanie do wycofania polskiego kontyngentu z Iraku, szafowanie życiem polskich żołnierzy tylko po to aby przypodobać się wielkiemu sojusznikowi zza oceanu jest działaniem co najmniej nieodpowiedzialnym. Polskie MSZ winno również wezwać naszych obywateli do wyjazdu z Iraku tak aby przeczekać przynajmniej najbardziej gorący okres. Powinniśmy tak sprawnie lawirować, aby zachować przyzwoite stosunki zarówno z USA jak i Iranem. Z Teheranem łączy nas bogata historia bardzo dobrych stosunków, a szanse na zbliżenie gospodarcze są bardzo duże zaś ewentualne zyski ogromne.

Zastanawiałem się jakim zdjęciem opatrzyć ten wpis, ale kiedy zobaczyłem obraz udostępniony w Internecie przez profil Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu Aliego Chameneiego nie mogłem podjąć innej decyzji. Obraz przedstawia Imama Husseina bin Alego (pierwszego męczennika Szyitów) przyjmującego po śmierci do raju jako męczennika gen. Quassema Suleimaniego. Obraz symbol, symbol przede wszystkim dla Irańczyków, bo tym dla nich został Suleimani – męczennikiem.

#iran24 #iran #irak #syria #usa #wojna #bliskiwschod #isis #sulejmani